Opakowanie, wygląd
Mamy do czynienia z
klasycznym wręcz opakowaniem tuszu, bez żadnych udziwnień. Jeśli ktoś zwraca na
to uwagę, wspomnę, że napisy nie ścierają się.
Szczoteczka
Szczoteczka jest lekko
wygięta, całkiem dobrze rozdziela rzęsy. Moim zdaniem nie jest ani za duża, ani
za mała.
Konsystencja
Na początku używania
tego tuszu jest on dość rzadki (ale nie tak rzadki, jak np. tusze Maybelline),
ale już po miesiącu robi się znacznie bardziej gęsty.
Wydajność
Wydajność tuszu jest
właściwie dobra, na upartego może nam służyć nawet 6 miesięcy (tyle, ile jest
ważny), ale jego „żywotność” jest krótsza, bo kiedy tusz robi się bardziej
gęsty, zaczyna się strasznie osypywać, zwłaszcza przy nakładaniu na dolne
rzęsy. Robią się też grudki (jedną zresztą widać na zdjęciu ;]), co sprawia, że
coraz trudniej jest nam uzyskać dobry efekt.
Działanie
Producent obiecuje do
200% podkręcenia, jednak należy to traktować z przymrużeniem… rzęsy (i
oczywiście oka :P). Jakieś podkręcenie, zwłaszcza na początku (zanim tusz
straci swoje właściwości), jest widoczne, ale czy aż takie? Raczej nie. Jak
widać na zdjęciu (jeśli pominiemy fakt lekkiego posklejania rzęs) efekt jest naturalny,
całkiem przyzwoity, chociaż bez szału.
Nakładanie dwóch
warstw tego tuszu raczej się nie sprawdzi, bo się nam ta masacra mascara
osypie.
Trwałość
Jest naprawdę dobra.
Jeśli po zrobieniu makijażu uprzątniemy teren, czyli oczyścimy oczy z tych
czarnych kropeczek, to wieczorem będziemy się oglądać w niezmienionym stanie.
Podsumowanie
Do pewnego czasu nawet chętnie kupowałam ten tusz. Był tani
(teraz podrożał, nie wiem, czemu i uważam, że niesłusznie), często były na
niego dobre promocje. Tak, jak wspomniałam, daje on naturalny efekt (chociaż
nie taki, jaki obiecuje producent) i nic się z nim nie dzieje w ciągu dnia, a takim
zauważalnym minusem jest to nieszczęsne natrętne osypywanie. Jeśli chcecie, możecie go oczywiście wypróbować, ale może lepiej poszukać czegoś innego?