Tę uroczą zabawę podpatrzyłam u Burn (KLIK) pomyślałam – a co tam, zabawię się. Ale prawdziwy ‘fun’ będzie wtedy, kiedy Wy też się dołączycie. Już na wstępie wiedzcie, że jesteście zaproszone! :)
O co tu chodzi? Chodzi o zaspokojenie tej babskiej ciekawości (zresztą niemożliwej do całkowitego zaspokojenia ;) i pokazanie naszego ulubionego miejsca w domu, miejsca, w którym spędzamy najwięcej czasu i skąd emitujemy nasze treści do blogosfery. :)
W moim przypadku trudno o jedno takie miejsce, bo np. makijaż zwykle robię… przy oknie, gdzie parapet służy za toaletkę, ale tego Wam nie będę pokazywać. Nie sfotografowałam też mojego ukochanego fotela i podusi pod szanowne cztery litery, ale to też Wam daruję. ;] Pokażę za to centrum dowodzenia, czyli biurko, oplątane kablami niczym bluszczem. :P
Sprzętu ci u mnie pod dostatkiem… Skaner i drukarka do reprodukcji notatek wszelakich, laptopów tyle, ilu użytkowników (żeby się nie pobili :P)… trochę się tego sprzętu nazbierało. ;]
Zazwyczaj nie mam takiego porządku na biurku, bo pustą przestrzeń zajmują różne karteluszki, ale przecież nie będę gości do burdelu bałaganu zapraszać!
Jeszcze jedno zbliżenie na rzeczy najistotniejsze. No, może głośnik niekoniecznie, ale świeczka Air Wick Multicolor (co jakiś czas muszę ją wziąć do ręki i powąchać ;)), pomadka, „Anioł Dobrych Wiadomości” (naprawdę tak się nazywa, dostałam go na osiemnastkę), przekaźnik dobrych (też) wiadomości, zwany potocznie telefonem i lampka solna dzielnie przytaszczona z Wieliczki. :)
W otoczeniu tych wszystkich skarbów Siuzdakowa tworzy (m.in. oczywiście, prawda) swój blog. :) I chętnie zaglądnie za Wasze kulisy… ;)