piątek, 7 grudnia 2012

Pupa, pupcia... Puposka!

Szliśmy przez jakieś łąki (...). Anemonów wiele na zboczach, dużo melonów. Na wodach, po wilgotnych rowach lilie wodne, blade, wybladłe, delikatne, białawe, w zupełnym zastoju i w gorącu przypiekającym, parującym. A Zosia wciąż się przytulała i zwierzała się. A pupa godziła w świat. (W. Gombrowicz, "Ferdydurke")

Pamiętacie, jak się podniecałam? (KLIK) "Jak dostanę Puposkę, to aż napiszę o tym na blogu" - fantazjowałam jeszcze kilka dni temu... I stało się! Mój kochany Małżonek podarował mi taki prezent. Tu krótka relacja* z otwierania paczki. :D





Jesteście ciekawi, co jest w środku? Potrzymam Was w niepewności do następnego wpisu. To będzie chyba pierwsza recenzja Puposki w polskiej blogosferze (szukałam wcześniej, ale nie znalazłam nic oprócz filmiku jednej Włoszki) - muszę najpierw to oblać... ;p


*Zdjęcia są kiepskiej jakości, bo z braku aparatu musiałam pstrykać komórką.
* Przy okazji wyszło, jaki mam porządek na biurku... ;]

2 komentarze:

  1. Ależ one piękne! I zżera mnie ciekawość, co mają w środku :D

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że zamierzasz dodać swój komentarz. Odpowiem pod tym wpisem i na pewno odwiedzę Twój blog. Podobnie jeśli dodasz mnie do obserwowanych, możesz liczyć na rewanż. Nie pisz więc tylko tego, że mam fajny blog i że zapraszasz na swój.

A poza tym... czuj się jak u siebie na blogu! ;)